rat isolated on white background

Jak myślisz – warto spełniać marzenia za wszelką cenę?

 

Kasia przekonała się, że nie warto spełniać swoich marzeń za wszelką cenę…

To przydarzyło się mamie…

Mama przez chwilę patrzyła, jak Kasia schodzi po schodach. Już wczoraj córka jakoś dziwnie się zachowywała. Niby nic specjalnego, ale mama czuła, że jest jakaś taka serdeczna, grzeczna i bez popędzania wstawia talerze do zmywarki. Mama nikomu w domu nie powiedziała, ale wzięła dzień wolnego. Nie po to, żeby sprzątać, prać albo gotować, ale żeby zrobić kakao i wreszcie spokojnie poczytać.

***

Kakao wyszło świetne. Mama zrzuciła kapcie, nastawiała cicho muzykę i zaszyła się pod kocem. Z zadowoleniem wzięła książkę do ręki. Przeczytała kilka stron, gdy dotarło do niej, że coś jakby szura albo drapie. Rozejrzała się po pokoju. Cisza. Znów zatopiła się w lekturze, ale dźwięk wrócił. Mama odłożyła książkę i nastawiła ucha. Coś albo raczej ktoś pocierał coś papierem ściernym. Mama wstała i wolno, starając się robić jak najmniej hałasu, okrążyła łóżko. Dźwięk dochodził z pokoju Kasi. Mama przełknęła ślinę.

– Tylko nie to, błagam…

Najciszej jak potrafiła, otworzyła drzwi do pokoju. Serce zamarło jej z przerażenia. Na środku siedział najbardziej przerażający zwierz świata. Mama tylko rzuciła okiem, ale i tak zobaczyła, że jest przerażający, ogromny, dziki i na pewno wściekły. Potwór siedział na dywanie w pokoju jej córki i coś pożerał swoimi gigantycznymi zębami. Gdy zobaczył człowieka w drzwiach, stanął słupka i wypuścił z łapek fistaszka.

Mama sama się zdziwiła, że umie tak krzyczeć. Szczurek czmychnął pod łóżko Kasi.

Mama odwróciła się, z impetem wpadła na drzwi i uderzyła głową o framugę. W dresie i na bosaka wybiegła z mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi. Serce biło jej jak szalone, przed oczami tańczyły czarne mroczki. Minęło kilka minut, zanim zdecydowała, że zapuka do sąsiadki i stamtąd zadzwoni po firmę deratyzacyjną.

***

Sąsiadka wpuściła do mieszkania pracowników firmy i wróciła do mamy dopiero, gdy panowie odjechali. Mama jeszcze przez dwie godziny siedziała u sąsiadki i dochodziła do siebie. Od dzieciństwa bała się wszelkich gryzoni, a teraz bała się wejść do własnego mieszkania.

Historia Kasi…

– Nazwałaś go Albert? – zapytała na przerwie Kasię jej przyjaciółka Kamila.

– Tak! – Kasia aż klasnęła w dłonie. – Bo on jest mądry jak Einstein. Jest cudowny. Nie wyobrażasz sobie, jakie ma łapki. Takie maleńkie, czyściutkie, różowe i taki śliski zimny ogonek. Jak dasz mu groszek albo orzeszek, najpierw go tak, zobacz, obraca w łapeczkach…

– Ale sprzedali ci? – Kamila nie dowierzała. – Słyszałam, że nie kupisz nic w sklepie zoologicznym bez kogoś dorosłego…

– Ubłagałam tego faceta. Przychodziłam tam od miesiąca i gadałam, że rodzice się zgadzają, że oboje uwielbiają gryzonie, że już mamy w domu chomiki i myszy. Musiałam go mieć, to moje największe marzenie. I wczoraj mi sprzedał.

– A mama nic nie wie? – Kamila robiła coraz szersze oczy z przerażenia.

Nie – Kasi nieco zrzedła mina.

– Na razie, oczywiście. Nie mogłam już wytrzymać, a ona wciąż się wykręcała. Myśli, że boi się gryzoni, a przecież w życiu żadnego nie widziała. Tylko jej się wydaje, że one są straszne. Jak go na spokojnie zobaczy, to się w nim zakocha. Jego nie da się nie lubić.

– No, nie wiem… – Kamila bez przekonania pokręciła głową. – A wiesz, jak go karmić i w ogóle?

– Martyna mi wszystko dokładnie powiedziała. Zresztą od niej mam klatkę. Miała trochę zepsuty zamek i dlatego mi oddała.

– To co, idziemy do ciebie?

Kasia powiedziała, że koniecznie. Nikogo w domu nie będzie, ale jak mama wróci, to błaga, żeby Kamila zachowywała się naturalnie, bo Kasia potrzebuje jeszcze kilku dni, żeby przekonać mamę, że szczurek to milutkie zwierzątko.

***

Kiedy dziewczynki weszły do mieszkania, na powitanie wyszła do nich blada jak ściana mama. Miała na nogach kalosze i to sprawiło, że Kasia poczuła niepokój.

– Nie uwierzysz, co dziś przeżyłam. Szczury się u nas zalęgły. Jeden wielki jak nutria…

Kasia, nie słuchając już niczego więcej, w dwóch susach była w swoim pokoju. Rzuciła się na dywan i zajrzała pod łóżko. Klatka była pusta. Drzwi wisiały na jednym zawiasie. Kasia zwinęła się w kłębek i bezgłośnie się rozpłakała.

 

EWA NOWAK

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji ?
Zrobisz to wypełniając poniższy formularz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *