Artykuł dodany: 2010-03-04 22:44:03 Dział: WASZE SPRAWY
Ptak ze złamanym skrzydełkiem. Bezdomny, głodny psiak. Julka chciała pomóc wszystkim potrzebującym zwierzakom...
Julka ma 11 lat, czarne włosy, piwne oczy i ksywkę: kocia mama. Tak wołają na dziewczynkę wszyscy: rodzice, sąsiedzi, koledzy z klasy, a nawet pan matematyk. Bo Julka każdego bezpańskiego kota, każdego zabłąkanego psa najchętniej zabrałaby do domu, nakarmiła i dodała do swojej menażerii – dwóch papużek nierozłączek, 15 rybek i chomika. Niestety, rodzice nie chcą się już zgodzić na żadne nowe zwierzę, ale nie odmawiają pomocy, gdy córka kolejny raz wróci ze szkoły, np. ze skrzydlatym przyjacielem.
– Zastanawialiśmy się kiedyś, gdzie ona znajduje te wszystkie zwierzaki – mówi mama Julii, pani Ania. – Od najmłodszych lat znosi nam do domu małe wróble, które wypadły z gniazda, koty potrącone przez samochód. Chodzimy po tych samych ścieżkach, ale my tych zwierząt nie widzimy. Skąd w Julce tyle chęci do niesienia pomocy?
Niebezpieczna przygoda z happy endem
Przez to zamiłowanie Julii do zwierząt zdarzają jej się dziwne przygody. Niektóre sympatyczne, a inne nie. Jeszcze inne – nawet niebezpieczne. Jak na przykład ta ze znalezionym jamnikiem. Nie, pies nie był chory na wściekliznę, nie był też agresywny (Julia wie, że przy całej jej sympatii dla bezdomnych psiaków nie wolno jej się samej zbliżać do dorosłych psów). Ale od początku:
Któregoś dnia, kiedy Julka wracała do domu ze szkoły muzycznej przy jej nodze nagle znalazł się mały rudy jamniczek. Piszczał i skamlał, chciał, żeby go pogłaskać.
– Kiedy przy nim kucnęłam, wskoczył mi na kolana i zaczął oblizywać policzki. Rozglądałam się za jego właścicielem, ale nikogo nie było w pobliżu. Zastukałam do paru domów – nikt z mieszkających tam ludzi nie wiedział, do kogo należał jamnik. W końcu piesek poszedł ze mną.
– Od razu wiedzieliśmy, że nie jest bezdomny. Był zadbany i piękny, nie to co inne psiaki, które do tej pory córka przyprowadzała do domu – mówi tata Julii. – Daliśmy ogłoszenia do gazety i do radia, żeby odnaleźć właściciela.
Minęło pół roku. Nikt się nie zgłosił. Rodzice dziewczynki zaczynali powoli przyzwyczajać się do myśli o nowym domowniku – tak dobrze ułożonego psa warto było zatrzymać u siebie. Pewnego popołudnia wszystko się jednak zmieniło.
– Byliśmy z tatą na spacerze z Rudym. Nagle, jak w jakimś filmie, wyrośli przed nami trzej mężczyźni – wspomina Julia. – Kazali nam się zatrzymać i natychmiast oddać psa.
– Myślałem, że chcą nam go ukraść – mówi pan Andrzej. – Przyznam też, że obawiałem się, jak zachowa się Julia, czy będzie broniła psa i czy nie zrobią jej czegoś złego.
Na szczęście okazało się, że wśród mężczyzn był opiekun jamnika. Rudy rozpoznał go natychmiast.
– Ten pan sądził, że to my ukradliśmy mu psa. On mieszka w innym mieście i ma hodowlę jamników. Któregoś dnia okazało się, że ktoś zabrał Rudego. Pewnie sobie z nim nie radził i wypuścił na wolność. Rudy odnalazł się przez przypadek.
***
W dowód wdzięczności za opiekę nad psiakiem, jego właściciel zaproponował, że przywiezie dziewczynce innego jamnika, synka Rudego. Ale Julka podziękowała. Na świecie jest przecież tyle bezdomnych zwierząt, którym trzeba pomóc…
Czy zdarzyło się Wam pomóc jakiemuś zwierzakowi?
Tagi:
skomentuj
Tak samo było z kaczuszką, tylko że kaczuszkę znalazła babcia na łące u nasto była kartonowa królewna (bo mieszkała w kartonowym pudle) jak podrosła to wpuścilismy ją do kurnika babci i póżniej odleciała chyba z dzikimi kaczkami i jeszcze były 3 takie przypadki z 3 pieskami.
Moja sąsiadka znalazła gołębia ze złamanym skrzydłem przyniosła go do nas i opiekowałam się nim póżniej dziadek przyniósł 2-go gołębie (też ze złamanym skrzydłem)i jak wszystko było ok to wypuściliśmy je.
Pewnego razu zauważyłam leżącego wróbelka na chodniku. Miał coś z skrzydłem. Zabrałam go do domu opiekowałam się nim, poszłam z nim do weterynarza. Dawałam mu jeść i pić. Zawsze gdy gdzieś odlatywał, potem wracał. Pewnego razu gdy chodził po dywanie, babcia go nie zauważyła i zdeptała...
U mnie w domu, zwierzęta zaczynały mieszkać przez przypadek - ludzie podle podrzucali nam je, lub same przychodziły. Naszą kochaną Bamboochę, czarną kotkę znalazłam z siostrami w lesie. Jej brata lub siostrę wzięli ludzie którzy przejeżdżali obok. Także na Wigilię znalazła się u nas śliczna kotka Kociora. Oddałam ją wkrótce koleżance.
W domu miałam już znalezionego kotka(czarny z białymi plamkami),gołębia ze złamanym skrzydłem oraz małego ptaszka,który wypadł z gniazda
Ja z moją mamą znalazłyśmy takiego małego kota który strasznie miauczał(była zima) no to wzięłyśmy go do domy i nakarmiłyśmy gdy zrobiło się cieplej dziadek z tym kotem przejechał całą naszą ulicę i ten kotek rozpoznał swoją mamę bo pobiegł prosto do niej
koło naszego domu chodził ładny rudy duży pies chyba sie zgubił wpuściliśmy go do ogródka i nakarmiliśmy. ja tak bardzo chciałam go zatrzymać ale mama tłumaczyła mi że może ktoś go szuka nie dawaliśmy żadnych ogłoszeń, bo na drugi dzień już go nie widzieliśmy może go ktoś znalazl
Ja jak tylko mogę to pomagam zwierzętom :) Chcę być wolontariuszką w schronisku ale jestem za młoda wiec pomagam internetowo.Tworzę ogłoszenia o pupilach do adopcji,robię grafike z nimi (np.obrazek pieska i napis ,,pomóż mi1'').Kiedy jakiś zwierzak ma dom lub mu pomogłam to jestem bardzo szczęśliwa.To daje mi satysfakcję.
koło naszej szkoły chodził duży miły pies jak skończyły się lekcje poszedł ze mną prosto do mojego domu mama go nie chciała mieć w domu kręcił się koło domu przez jakąś godz mama wyszła za drzwi i powiedziała "idź sobie szukaj domu!" piesek popatrzył i poszedł później jego nie widziałam:(OKAZAŁO SIĘ PARĘ DNI PÓŹNIEJ ŻE TEN PIES ZOSTAŁ HODOWANY DO POLOWANIA NA LWY!
moja starsza siostra złapała raz do ręki wróbelka jak wypuściła wróbelek tak się bał że wpadł w szybę opiekowaliśmy się nim dawaliśmy pić i jeść później odleciał;) cd komentarz wyżej
Szczeniaki i matka cały czas tam są chociaż furtka jest zawsze otwarta .Przywiązałam się bardzo do nich. Chociaż mam już psa chciałabym je przygarnąć. A teraz w wakacje z koleżanką zbieramy kasę na rzeczy do schroniska
Ja mam na osiedlu mnóstwo bezdomnych psów , jedna suczka ma 3 szczeniaczki , przed domem mam takie duże miejsce za furtką na kosz , ale go tam nie ma . Jest tam daszek . Rozłożyłam stary koc i jedzenie i picie
tak, ja podpisałam wiele razy petycję przeciw zabijaniu zwierząt na Korei :(
Organizuje akcje "Podaj łape" na zwierzęta w schronisku. Poza tym finansuje "Konie na rześ" by miały lepszy przewóz. Poza tym pomagam zwierzaki w okolicy. Staram się robić jak najwięcej. Pasją zaraziła mnie siostra- przyszły weterynasz. Robie wszystko co mogę. Staram się jeszcze jeździć do schroniska, ale mama się boi że czymś się zararze.
Ja, kiedy byłam młodsza, pomagałam bezdomnym kociakom na osiedlu, kupowałam mleko, a nawet karmę. Nadal tak robię. Chciałabym założyć jakąś młodzieżową organizację, pomagającą bezdomnym zwierzakom. Niestety, nie mam przyjaciół, mieszkam w małym mieście. Może Wy macie jakiś pomysł, co mogłabym zrobić?
Raczej nie..ale w szkole co roku mamy taką zbiórkę, i zbieramy na bezdomne zwierzaki i roznosimy im karmę..;) ;]
Czasami u mnie na podwórku przychodzą bezdomne koty które miauczą do mojego kota w oknie.A ja je dokarmiam.
ZielonaCytryna - też bym chciała być wolontariuszką, ale rodzice mi nie pozwalają. hmmm.. też mam ksywkę kocia mama ! chciałabym zostać weterynarzem, więc często pomagam zwierzakom - kiedyś z tatą uratowaliśmy sarenkę - ktoś ją potrącił i zostawił na szosie! - innym razem dokarmiałam bażanta zimą, jeszcze innym przygarnęłam kota... ;)
Ja też pomogłam wielu zwierzakom . Muszę przyznać , że robi się cieplej na duszy , kiedy dzięki nam jakieś zwierzęta przeżywaja .
Ja dokarmiam dużo zwierzątek, które przybłąkaja się do mojego ogródka, a szczególnie takiego małego, czarnego kundelka, który bawi się z moim psem...
Ja uwielbiam zwierzęta, szczegolnie kociaki.Kiedyś pojawił się u nas mały kotek, a ponieważ był spokojny i zachowywał się u nas dobrze i czuł się bezpiecznie- został z nami.Właściciela nie ma a -ona-śliczna Szarlotka lub Kitka jak kto woli to śliczna koteczka!
Kilka lat temu*
Kilka lat również pomogłem pieskowi znaleźliśmy go z przyjaciółmi w starym opuszczonym budynku codziennie przychodziliśmy mu dawać pić i jeść ale po kilku tygodniach naszej pomocy uciekł po prostu zapadł się pod ziemię
Kiedyś próbowałem pomóc ptakowi przejechanemu przez samochód jeszcze żył wiozłem go ostrożnie do domu ale w drodze umarł.
Tak, wielu zwierzętom! Zachęcam, żeby im pomagać! W ogóle podobna jestem do tej Julki...
ja nikogo jeszcze nie zaadaptowałam. buuu
ja zaadoptowałam 3 koty, sroczkę i kilka szpaków, ciekawa rzecz...
znalazłam kiedyś psa a mój tata zawiózł go do schroniska daleko od naszego domu ale w tym samym dniu pies uciekł ze schroniska i teraz jest z nami i ma na imię muszka
Przygarnelismy psiaka...uratowalismy go od smierci czy tam schroniskja i siostra wreczyla go mamie pod pretekstem imienin. Pocieszny kundelek.SweeT!;*
Jeszcze przygarnęłam 1 psiaka błąkającego się. W chwili obecnej mam 2 psy (jeden ze schroniska) 2 chomiki, 2 świnki morskie, ok. 200 rybek, mysz domową. :) pzdr.
Ja jestem wolontariuszką w schronisku. Kiedyś na plaży zobaczyłam łabędzia z haczykiem wędkarskim co sie mu zaczepił o dziób i zadzwoniłam po straż pożarną.
ja mam świnkę morska i kupiłam ją w Kakadu za 50 zł ,a ona po 2 tygodniach...urodziła 2 małe świniaczki!
no mi sie zdarzyło moja świnka morska była adoptowana ;p
Ja czasami tylko pomagam
Jeśli mogę pomagam zwierzątko. Pzdr. Wasza Lady GaGa
ja pomogłam jaskółcę ze złamanym skrzydełkiem. Dobrze, że są ludzie którzy chcą pomagać zwierzętom...
ja pomogłam kiedyś psiakowi ma się dobrze
Ja też pomogłam jednemu psiakowi:) Znalazłam pod szkołą młodą sunię i teraz jest moja.Słyszałam, że była trzymana w złych warunkach. I nikt się po nią nie zgłosił. A teraz ma się super:) I kiedyś z koleżanką zaniosłyśmy ptaka ze złamanym skrzydełkiem do takiej pani co się opiekuje wszystkimi zwierzętami. W latem dokarmiałam bezdomne koty i psy. Nie no pomocnik ze mnie;)
Kiedyś komuś z hodowli uciekła papuga i przyleciała nam do ogrodu i siedziała na czereśni. Dziadek i ja ją zawieźliśmy do domu przyrodnika :) I ma się dobrze

Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści komentarzy pozostawionych na stronie.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS
projekt i wykonanie: Logonet Sp. z o.o.