Dać odetchnąć!

 

Podróże dobrze jest planować mądrze. Nie niszczyć przyrody, nie przeszkadzać mieszkańcom.

 

Ile osób żyje w twojej miejscowości?

  • Uważasz, że to dużo?
  • Jest ciasno w najpopularniejszych miejscach?
  • Tworzą się kolejki do sklepów czy atrakcji turystycznych?

 

Teraz wyobraź sobie, że każdego roku pojawia się u was tłum turystów – 16 razy więcej niż jest wszystkich mieszkańców.

  • Czy dałoby się to wytrzymać?

Liczba nie jest przypadkowa. Do Barcelony, drugiego co do wielkości miasta w Hiszpanii, w którym oficjalnie żyje 1,62 mln osób, przyjechało w 2024 r. ponad 26 mln zwiedzających!

 

Dla porównania podajmy dane z najczęściej odwiedzanego polskiego miasta, czyli Krakowa.

Z raportu Małopolskiej Organizacji Turystycznej wynika, że w 2024 r. wybrało się tam 14,72 mln osób:

  • prawie 6,5 mln turystów rodzimych (turyści, czyli osoby spędzające pod Wawelem przynajmniej jedną noc),
  • 1,5 mln turystów zagranicznych,
  • blisko 6 mln odwiedzających, czyli osób, które spędziły tam 1 dzień (bez noclegu) z kraju,
  • 800 tys. odwiedzających obcokrajowców.

W stolicy Małopolski mieszka na stałe ponad 800 tys. osób.

 

Turystyka zapewnia dochody, ale utrudnia też codzienne życie. Ceny mieszkań w popularnych rejonach są bardzo wysokie. Podróżni zapłacą każdą cenę za nocleg, ale lokalni nie zawsze mogą sobie pozwolić na wynajem. Zawyżone ceny są także w restauracjach i sklepach. Ponadto zwiedzający zostawiają tony śmieci, ścieków i wyczerpują zasoby wody. Na wielu wyspach wprowadzane są ograniczenia dla mieszkańców, ale goście mają codziennie czyste ręczniki i nikt im nie zakręca pryszniców. Nic dziwnego, że lokalni mieszkańcy tych miejsc zaczynają się buntować.

W ubiegłym roku protesty odbyły się w wielu turystycznych regionach:

  • w Barcelonie wymazano z mapy lokalną linię autobusową, bo wypełniali ją przyjezdni i brakowało w niej miejsca dla starszych mieszkańców,
  • również w Barcelonie „strzelano” z pistoletów na wodę do wczasowiczów,
  • w Paryżu strajkowali pracownicy Luwru, najbardziej obleganego muzeum na świecie.

 

Jedną z przyczyn nadmiernych podróży są media społecznościowe…

Wystarczy jeden wpis celebryty, by tysiące fanów ruszyło za nim. Z danych satelitarnych, które francuska firma Murmuration wykorzystuje do badania wpływu turystyki na środowisko wynika, że 80 proc. urlopowiczów odwiedza zaledwie 10 proc. miejsc. Trzeba być tam, gdzie nasi znajomi czy idole i też zrobić sobie zdjęcie z Mona Lizą (średnio 500 osób na godzinę!) czy górą Fudżi. Dlatego w Luwrze myślą o osobnej sali dla kultowego obrazu, a władze jednej z miejscowości w Japonii zamontowały specjalną siatkę, która zasłania widok na wulkan, by uniknąć tłumów, które przyjeżdżały tam na chwilę, a zostawiały zdewastowane samochodami trawniki i tony śmieci. Do zdegradowanego krajobrazu nie będzie chciał przyjechać nikt…

 

Co można zrobić?

  1. Wyjeżdżać poza sezonem, np. w święta.
  2. Jeśli możemy podróżować tylko w ferie i wakacje, wybierajmy mniej oczywiste miejsca, np. Walencję zamiast Barcelony, katedrę w Reims zamiast paryskiej, Kaszuby zamiast Mazur.
  3. Sprawdzać daty ferii szkolnych w poszczególnych województwach – część mieszkańców na pewno pojedzie w góry, więc na ich terenie będzie luźniej. Stok narciarski i lodowisko można już znaleźć prawie w każdej części Polski. Nie ma śniegu? Można wybrać się na basen, do zoo lub muzeum.
  4. Unikać hoteli i pensjonatów, których budowa zaszkodziła środowisku. Nie musimy mieszkać na nadmorskiej wydmie czy w rezerwacie przyrody. Nocleg to tylko łóżko do spania. Lepiej przejść się kawałek i podziwiać niezniszczoną przyrodę.

 

W każdym wydaniu Victora Juniora zwiedzamy wspólnie świat! 

Zdjęcie wprowadzające: fot. Andrew Mayovskyy/Shutterstock.com